2010
luty
styczeń
2009
Dotykam twoich ust,
palcem dotykam brzegu twoich ust
rysując je tak, jakby wychodziły spod mojej ręki,
jakby po raz pierwszy twoje usta miały się otworzyć,
i wystarczy, bym zamknął oczy,
aby zmazać to wszystko i zacząć od nowa
za każdym razem tworzę usta, których pragnę,
usta wybrane pośród wszystkich,
w absolutnej wolności przeze mnie wybrane,
aby moja ręka narysowała je na twojej twarzy,
a które przez niezrozumiały dla mnie przypadek
dokładnie odpowiadają twoim ustom,
uśmiechającym się pod moimi palcami.
Julio Cortazar "Gra w klasy"
Księga gości
Wyślij wiadomość
layout me & photoshop
jpg from Triss Merigold dziekuje :)
Ownlog.com
Link 06.02.2010 :: 11:26
Komentuj (4)Potykam się o w połowie wypakowane bagaże, obowiązki i zaległe sprawy nawarstwiają się z dnia na dzień a ja żyje błogim rozkojarzeniem. Wróciłam. Chociaż myślami dalej jestem na stoku, czuje smak góralskiego grzańca i zachwycam się fenomenem Tatr. Ciężko jest zebrać myśli, szczególnie teraz kiedy jesteś obok.
SZCZĘŚCIE chyba tak to się nazywa.
Link 16.01.2010 :: 11:14
Komentuj (5)
Ogarnia mnie niesamowity spokój. Od opuszków palców począwszy rozchodzi się ciepła fala stagnacji, oplatając moje nadgarstki i przystając chwile na ich wewnętrznych powierzchniach. Jak gęsia skórka rozprzestrzenia się po całym ciele. Rozszerza źrenice, pobudza mózg do uruchomienia sprzężenia zwrotnego i wydzielania molekuł emocji, moich ukochanych endorfin. Uruchomiony tryb „mam wszystko gdzieś” nie zbyt odpowiednia pora na takie ekscesy, sesja na horyzoncie, dyplom, obrona a moja praca tak jak przestała się pisać tak zacząć ponownie nie może. Jednakże nie mogę się powstrzymać dlatego też dalej trwają kolejne dni którym towarzyszą kojące dźwięki wonderful Chillout music i tetrahydrocannabinole we krwi.
Coś niesamowitego.
Link 09.01.2010 :: 13:18
Komentuj (3)Otwórz – nowy dokument.
Terapii czas zacząć.
Lubię takie poranki jak dziś. Budzik nie dzwoni. Nie biegnę na uczelnie ani do pracy. Trzy kawy z mlekiem zamiast śniadania. Błogość, dziwne uczucie, szczególnie po wydarzeniach z wczorajszego wieczoru. Powinnam być wściekła, powinnam z rozczochranymi włosami i w prawdziwej furii tłuc talerze w kuchni z siarczystym przekleństwem na ustach – to podobno dodaje dramaturgii. Albo powinnam zanosić się płaczem i rozprawiać jak bardzo zostałam zraniona, skrzywdzona, oszukana itd. Pogrążając się w coraz to większej depresji, szlochając odmawiać podniesienia się z łóżka i przyjmowania jakichkolwiek płynów i substancji odżywczych. Tymczasem mój obecny stan nie przypomina ani furii ani depresji i mam nadzieje że nie jest to cisza przed burzą.
Nie został na noc, czy to mnie zdenerwowało czy bardziej to że nie dostałam tego czego chciałam? To, że mnie oszukał czy bardziej to, że uprzedził w tym mnie? To, że mnie upokorzył czy to, że ja zawsze pierwsza upokarzałam ? a może naprawdę mi zależało i to nie był dla mnie tylko fizyczność a moja tęsknota nie była bardziej ulotna niż proban butan ?
Naiwność.